Przez większość życia w kuchni traktowałam skrobię ziemniaczaną jako coś drugorzędnego – dodatek do sosu, o którym pamięta się dopiero w ostatniej chwili, kiedy okazuje się, że sos jest zbyt wodnisty. Dopiero po latach eksperymentowania, popełniania błędów i podglądania, jak robi to moja mama, zrozumiałam, że ten prosty, biały proszek zasługuje na więcej uwagi niż zwykłe „sypnięcie na oko”. Skrobia ziemniaczana ma swoje kaprysy, ale kiedy się je pozna, staje się bardziej przewidywalnym składnikiem niż mąka pszenna w niektórych zastosowaniach. Dzielę się tu tym, co po latach gotowania uważam za jej mocne strony, i jakie błędy popełniłam po drodze.
Czytaj dalej Dlaczego zaufałam skrobi bardziej niż mące po latach gotowania?